|
(Ze Sztuki codziennego życia – Jana Mirosława Berezy OSB)
Boże Narodzenie to święta miłości, miłości Boga do człowieka, ale i człowieka do Boga. Czym zatem jest miłość w naszym codziennym życiu?
Znany fizyk, profesor Carl-Friedrich von Weizsacker, w jednym z wywiadów wspomina swego nauczyciela duchowego Gopala Krishnę, który, widząc jak niektórzy ludzie na Zachodzie podchodzą do medytacji, miał chęć odwodzić ich od tej praktyki. Gopala Krishna jest przekonany, że medytacja nie stanowi celu sama w sobie, że najważniejszą sprawą w życiu duchowym, i to zarówno w religii chrześcijańskiej jak i w hinduizmie, jest miłość, miłość do Boga i miłość do ludzi. Jeśli najpierw dobrze zrozumiemy sens miłości, to wtedy medytacja może okazać się bardzo pomocna na drodze duchowego rozwoju i życia religijnego. Spróbujmy zatem przyjrzeć się miłości w naszym życiu,
w rozumieniu tradycyjnym.
W języku polskim mamy właściwie tylko jedno słowo na określenie miłości i może dlatego czasami trudno się porozumieć, gdyż różne stany określamy tym samym słowem. W języku greckim istnieją trzy słowa, które określają trzy różne poziomy czy różne rodzaje miłości: eros (wprawdzie w języku polskim mówi się o erotyzmie, ale zwykle nie kojarzy się go z miłością), filein (to miłość uczuciowa, ale zmienna) i agape (miłość w sensie duchowym, niezmienna). W Ewangelii św. Jana (21, 15-18) znajduje się najlepszy tego przykład (a zarazem największa trudność w przekładzie). Jezus pyta Piotra: Czy miłujesz mnie? (pojawia się tu słowo agape). Piotr odpowiada: Ty wiesz, że Cię kocham (tu mamy słowo filein). Potem Jezus zniża się jakby do poziomu Piotra i pyta trzeci raz o filein, a Piotr jakby się wznosi – odpowiada: Ty wszystko wiesz. W rezultacie mamy grę słów niemożliwą do oddania w języku polskim.
Język hebrajski posiada słowo jada, które wyraża zarówno stosunek seksualny jak i miłość do Boga; tłumaczy się je zwykle jako poznanie w sensie najbardziej doświadczalnym i bezpośrednim. Występuje ono często w zwrocie: Poznał ją i porodziła. Pojawia się też w pytaniu Maryi: Jak się to stanie, skoro nie znam męża. Podobnie, gdy mówimy o poznaniu Boga, możemy to zrozumieć jako kochanie Boga, dlatego też często się mówi – trzeba poznać, aby Go pokochać i na pewno chodzi tu o duchowe znaczenie miłości, w miłości erotycznej nie trzeba znać nawet imienia... Z tych też powodów niewierność wobec Jahwe nazywana była cudzołóstwem.
Wizję miłości w rozumieniu Biblijnym mamy również w Hymnie o miłości świętego Pawła: Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się prawdą. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. Miłość nigdy nie ustaje.
Podobne myśli możemy znaleźć w starotestamentowej Pieśni nad pieśniami, która dla jednych jest poematem erotycznym, dla innych symbolicznym ukazaniem miłości Boga do człowieka. Czytamy w niej miedzy innymi: Ogrom wód nie zdoła ugasić miłości, nie zatopią jej rzeki. Jeśliby ktoś oddał za miłość całe swe bogactwo, pogardzą nim tylko.
Chrystus całą swą naukę zawarł w przykazaniu miłości – kochaj Boga nad wszystko i drugiego człowieka jak siebie samego. Oznacza to również, że jeśli nie „kochamy”, nie akceptujemy samych siebie, to nie możemy kochać drugiego człowieka i w konsekwencji Boga, ponieważ – jak pisze św. Jan: kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi. Nieakceptowanie siebie sprawia, że własne niedoskonałości czy wady dostrzegamy odbite w drugim człowieku i – jak mówił Jezus – widzimy belkę w cudzym oku a drzazgi we własnym nie widzimy. W akceptacji siebie może nam bardzo pomóc prawda, że Bóg jest miłością i Jego miłość akceptuje nas takimi jakimi jesteśmy. Prawdziwa miłość nie stawia warunków wstępnych. Chrystus umarł za nas, gdy byliśmy grzesznikami – Jego miłość wyprzedza nawet nasze nawrócenie. Zapewne trudno jest w to uwierzyć temu, kto w swym życiu nie doświadczył miłości lub doświadczał lęku przed jej utratą. Wielką krzywdę mogą uczynić dziecku rodzice, jeśli uzależniają swoją miłość od jego zachowania; jeśli mówią mu, że nie będą go kochali, gdy nie będzie grzeczne, czy jeśli nie zrobi tego czy tamtego. Tym bardziej jest to ważne, gdyż Boga nazywamy Ojcem i przez miłość do rodziców kształtuje się także nasze odniesienie do Niego. Dziś coraz bardziej uświadamiamy sobie, że nie można żyć bez miłości i nie ma w tej prawdzie nic z poetyckiej przenośni. Współczesna psychologia prenatalna mówi, że jeśli dziecko już w łonie matki nie doświadczy miłości, czy jest wprost przez nią odrzucone, umiera niekiedy po urodzeniu, a jeśli nawet przeżyje, może cierpieć na różne choroby fizyczne i psychiczne. Często też problemy ludzi dorosłych wynikają z tego, że nie zaznali w życiu miłości.
Miłość zatem w sensie najbardziej duchowym i zapewne upragnionym nie tylko przez poetów jest tą miłością, która jest niezmienna i wieczna jak miłość Boga do człowieka, która trwać będzie nawet wtedy, gdy ją podepczesz i odrzucisz; jest to miłość, której nie jesteś w stanie zranić, ani uczynić cierpieniem, bo miłość zawsze jest radością, jest też bezwarunkowa, to znaczy, że niczym nie musisz na nią zasłużyć, ani niczym nie możesz jej wysłużyć i niczego nie oczekuje w zamian. Miłość więc to cieszenie się dobrem drugiej osoby, jej wyborem, jej drogą...
Miłość kocha w tobie
twoje lęki i rozpacze
i ból niewysycony
Kocha w tobie
twe dni samotności
i miłości nieodwzajemnione
Kocha w tobie
twe pogmatwane drogi
i przeciwności przezwyciężone
Kocha w tobie twe marzenia
spełnione i niespełnione
Kocha w tobie
twe myśli najskrytsze
i prace codzienne
Kocha w tobie
to wszystko, co cię kształtowało
rodziło na nowo, przemieniało,
i uczyło obdarowywania innych
miłością bez oczekiwania
odpowiedzi.
Mistycy chrześcijańscy, podobnie jak starotestamentowi prorocy, posługiwali się często porównaniami miłości małżeńskiej w odniesieniu do miłości Boga. Za ideał zaś kontemplacji uważali trwanie w miłosnym zachwyceniu przed Bogiem. Największą naszą potrzebą – pisze święty Jan od Krzyża – jest milczeć przed Bogiem w pragnieniach i w mowie, bo jedyną mową, której on słucha, jest milczenie miłości. Nie lękajmy się zatem miłości ani chwil milczenia spędzonych na medytacji, zwłaszcza w tym świątecznym okresie, w którym w sposób szczególny Bóg objawia swą miłość do człowieka. Niech nasza medytacja będzie odpowiedzią miłości na miłość. Jan M. Bereza OSB |